Kiedy ten koniec świata?

Opublikowane przez admin w dniu

Raz po raz w luźnej, towarzyskiej rozmowie, jeżeli tylko tematyka stanie się nieco poważniejsza, pada temat końca świata. Kiedy nastąpi koniec świata? Zadajemy sobie to pytanie najczęściej, kiedy widzimy w telewizji niszczące kataklizmy, społeczne zawieruchy, bądź też słyszymy pełne grozy opowieści sąsiada.

Dzisiejszy świat jest dynamiczny, pędzi i pęd ten zdaje się zwiększać. Nowoczesne media niemal co sekundę informują nas o kolejnych pożarach na południu Europy, o tym co powiedział polityk A i jak mu odpowiedział polityk B, w jaki sposób ludzie z wiadomym wizerunkiem dokonali kolejnej profanacji na obiekcie kultu. Dominują przekazy negatywne, wzbudzające strach, niepewność, twórcy mediów wiedzą, bowiem, że śmierć, chaos i znamię bestii na niebieskich ekranach sprzedaje się najlepiej. I nie dziw, że ludzie czują się zagubieni w tym niesłabnącym wirze wydarzeń, dotykających ich bardziej lub mniej. Niepewność i obawy co do przyszłości powodują, że w prostym człowieku budzi się filozof- eschatolog lub, o co łatwiej, poszukiwacz końca świata lub innej spiskowej teorii dziejów.

No bo jak niby nie ma być końca świata, jeżeli tyle zła dzieje się na świecie? Kościoły są dewastowane, ba, zamykane a nawet wyburzane. Wartości, w których wyrośliśmy, które były nam bliskie i stanowiły harmonijny element naszej codzienności są przez ludzi wyszydzane i otwarcie zwalczane? TT Gorzej być już nie może. A jeśli gorzej być nie może, to nie będzie nic, a jak ma nie być nic, to oznacza tylko jedno- koniec świata.

Wieszczenie końca świata nie jest wróżone z fusów, ani żaden chłop nie wierzył w gusła. Na potwierdzenie, że koniec nastąpi w najbliższym czasie, zawsze służy jakieś źródło, mniej lub bardziej poważne. I tak następuje cała litania: przepowiednie starożytnych Majów, przepowiednie królowej Saby, tajemnice fatimskie, Jackowski, hieroglify, legendy ludowe, znaki na niebie idp. itd. Wiedzę, a raczej “wiedzę” o końcu świata czerpiemy z rozmaitych źródeł, szczególną uwagą cieszą się podania starożytne, w których kilka tysięcy lat przed nami przodkowie przewidzieli, bądź też wyliczyli, w sposób nam, rzecz jasna nieznany. Kilka tysięcy lat zdaje się odpowiednim czasem na dopełnienie się historii ludzkości. Najczęściej autentyczność starożytnych historii zostaje zniesiona z powierzchni ziemi po nawet pobieżnej próbie krytyki źródeł.

Nawet ważna ze względu na wiarę księga, Apokalipsa św. Jana, rozciągająca przed odbiorcą straszliwą wizję końca czasu i powtórne przyjście Jezusa, nie jest opisem dosłownym. Jest to przedstawienie rzeczywistości duchowej, nie materialnej. Jak potwora z siedmioma rogami i siedmioma diademami na każdym z nich nie było tak i nie będzie, na pojawienie się w przyszłości w formie namacalnej także nie ma co liczyć.

Kiedy i jaki więc ten koniec świata? Obawiam się, że globalna zagłada wszystkich i wszystkiego jeszcze długo nie nastanie, przynajmniej nie za naszego życia. Ziemia istnieje 4,7 miliarda lat, człowiek stąpa po ziemi od jakichś 100 tys. lat, raczej marne szanse, że wszystko ma się skończyć akurat w tym momencie. O koniec świata w skali makro przejmować się nie musimy.

Dawniej koniec świata oznaczał sąd i piekło dla grzeszników. Dziś dla wielu wystarczy brak prądu.

Pomimo wszystkich przykładów, które każą odpowiadać nam na zadanie pytanie “nie” należy stwierdzić TAK: koniec świata był, jest i będzie! Nie jeden, a WIELE! “Koniec świata” należy rozumieć jako koniec “naszego” świata, koniec dla grup osób, które żyły w zastanej i znanej rzeczywistości. Proponuję rozumieć to jako koniec świata, co równa się: koniec określonych wartości, porządku społecznego, koniec rządów danej władzy, koniec pewnych stosunków własnościowych, koniec wiary, religii również. 6 tysięcy lat temu na Bliskim Wschodzie rozwijała się prężnie cywilizacja Sumeru, która pierwsza na świecie wymyśliła pismo. Minęło tysiąc lat a Sumer był już tylko wspomnieniem. W 1177 roku przed Chr. nastąpiło “załamanie epoki brązu”- wszystkie wielkie cywilizacje: egipska, hetycka, minojska i inne upadły- nie wiecie co to Hetyci, Minojczycy, Elamici, Mykeńczycy, Asyryjczycy? No właśnie, dziś mało kto ich kojarzy, a kiedyś czuli się centrum tego świata. A później? Babilon, Asyria, Persia, Imperium Aleksandra, Imperium Rzymskie, Święte Cesarstwo Rzymskie, Mongołowie, Carska Rosja, Francja, Wielka Brytania- wszystkie były przez jakiś czas światowymi mocarstwami, każde aspirowało do bycia tym jedynym, imperium na wieki, żadnemu nie udało się przetrwać. Czy dla perskiego satrapy, rzymskiego namiestnika, carskiego urzędnika upadek ich imperiów nie był końcem świata? Był i to jak najbardziej.

“Nie można być cywilizowanym na dwa sposoby”- to prawda widoczna także w mniejszej skali, na poziomie lokalnej kultury, lokalnej tradycji, obyczaju, czy nawet codziennej rutyny. Tytułem przykładu- stary góral, który całe życie chodził do kościoła, na starość prędzej umrze ze zgryzoty, niż dostosuje się do nowych wartości, gdzie nie ma miejsca na wiarę, tradycje, które całe życie kultywował. Jak ktoś żyje w świecie, do którego się przez 60 czy 70 lat przyzwyczaił, który nawet sobie ceni, to jego nagła zmiana, bądź zniknięcie będzie “końcem świata”, “apokalipsą” niemal równie prawdziwą co ta z obrazów Memlinga.

My też przeżyjemy “koniec świata”. Jesteśmy i będziemy świadkami zmierzchu cywilizacji Zachodu, ostatecznej śmierci wartości mających swe źródło w chrześcijaństwie. Mieszkańcy zachodniej Europy ten “koniec świata” już przeżyli, możemy ich tylko spytać, czy bardzo bolało. Wbrew temu, co nam pokazują telewizja i telefony, koniec świata to nie jeden wybuch, strzał czy huk. To nie jeden wstrząs, po którym ziemia łamie się na pół. To seria pomruków, tąpnięć, drgań, które mogą trwać latami, a nawet wieki. Codziennie jesteśmy świadkami końca świata. On nie spadnie na nasze głowy jak paleta cegieł, on się sączy na nas tak,
że trudno go dostrzec.

Kategorie: Felietion

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *